Pokazywanie postów oznaczonych etykietą francja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą francja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 stycznia 2015

Podsumowanie roku 2014 - podróże;-)





Miniony rok był dla mnie niesamowity, między innymi właśnie ze względu na podróże:) Odwiedziliśmy 9 państw! Mam nadzieję, że w 2015 to pobijemy :D


1. Zaczęliśmy od wycieczki do Czech w marcu, zajechaliśmy do Liberca i Harrahova. Bardzo lubię naszych południowych sąsiadów i zawsze z ogromną chęcią tam jadę. A ich piwo, smażony ser i studencka czekolada... mniam! :))
Post na ten temat: klik



2. W maju padło na Wiedeń. Nie jest to jakieś moje ulubione miasto, ale było bardzo miło:) W dzieciństwie byłam ogromną fanką Sissi :D
Post na ten temat: tutaj


3. W sierpniu pojechaliśmy na wakacje. Dość spontanicznie. W planach była tylko Holandia, głównie Amsterdam. Cóż, jak to z nami bywa, plany uległy małej zmianie i udaliśmy się jeszcze do Belgii (Brugia! cudowne miasto) oraz mojej ukochanej Francji.
Post na ten temat: tutaj




4. W październiku wybraliśmy się z moimi braćmi do Londynu na jeden dzień. Było świetnie, bardzo mi się spodobało i na pewno tam jeszcze wrócę!
Post na ten temat: tutaj



5. W listopadzie poniosło nas aż do Szwajcarii i... zakochałam się w tym kraju. Kiedyś tam zamieszkam;-) Widoki zapierające dech w piersiach i bardzo mili ludzie. Skoczyliśmy też do Włoch - padło na Mediolan, Turyn i Como. Polubiłam Włochy, ale poruszanie się u nich po dużych miastach autem jest bardzo męczące;-) Nigdy więcej :D Ah, zajechaliśmy też na chwilę do Liechtenstainu z ciekawości:)






6. Parokrotnie byliśmy też w Niemczech - w Berlinie, w okolicach Hannovera.

Plany na 2015? Zaczynam już za tydzień od Szwecji:) Koło maja chcemy się wybrać z przyjaciółką do Edynburga. A reszta... Zobaczymy:) U nas większość podróży jest spontaniczna:D
Continue Reading...

czwartek, 1 sierpnia 2013

Wakacje we Francji - podsumowanie (zakupy, kosmetyki, jedzenie, dojazd)

Prawie 3 tygodnie, 4000km przejechanych kilometrów. Spełnione marzenie i mnóstwo wspaniałych wspomnień:) Mowa oczywiście o naszej wyprawie do Francji w te wakacji, przyszedł w końcu czas na podsumowanie.


Plan początkowo zakładał Paryż, Dolinę Loary, Bretanię i Normandię. Dolinę Loary w końcu sobie odpuściliśmy i pojechaliśmy prosto do pięknej Bretanii. O Paryżu już zrobiłam osobny wpis - zapraszam - więc nie będę się nad nim już rozwodzić. W Bretanii najpierw zajechaliśmy do miejscowości Penestin - nie polecam! Było po prostu brzydko. Mieliśmy tam spędzić tydzień na wybranym wcześniej campingu, ale zrezygnowaliśmy i pojechaliśmy 130km dalej. Na szczęście. Dojechaliśmy do miejscowości Clohars-Carnoet i to miejsce z całego serca polecam. Przepiękne widoki, przepiękne plaże, czyściutki ocean,  bardzo mili ludzie. Chcę tam wrócić :) Zostaliśmy cały tydzień, w trakcie wybraliśmy się obejrzeć między innymi sławny Carnac (o czym pisałam tutaj) z obeliskami. Ze zwiedzenia Nantes i Rennes zrezygnowaliśmy, nie mieliśmy ochoty na duże miasta. Ostatnie parę dni spędziliśmy za to w Normandii na Alabastrowym Wybrzeżu. Miało być tak pięknie... A okazało się, że szału nie robi. Chyba, że ktoś lubi kamieniste plaże i bardzo wysokie ceny w knajpach. Za obiad składający się z czterech pizz zapłaciłam 250zł, nawet w Paryżu nie było tak drogo. Byliśmy w miejscowościach Etretat i Fecamp -  na zdjęciach w przewodniku wyglądało to zdecydowanie lepiej...
W drodze do Polski zajechaliśmy jeszcze do Antwerpii na nocny spacer, mieliśmy nadzieję na skosztowanie belgijskich gofrów albo frytek, wszystko niestety było pozamykane. Innym razem;) Zahaczyliśmy też o Berlin i 1.07 dotarliśmy do Poznania.



DOJAZD
Naszym środkiem transportu był oczywiście samochód. Praktycznie od Poznania do Paryża mogłabym jechać samymi autostradami, jednak ze względu na opłaty na tych francuskich, zrezygnowaliśmy z nich i w Belgii z autostrady zjechaliśmy. Drogi we Francji są cudowne! Żadnych dziur, zazwyczaj pusto, jedzie się bardzo przyjemnie. Za to francuscy kierowcy... są niemożliwi ;) Jeśli już włączą kierunkowskaz (zmieniając pas/wyprzedzając/skręcając) to nie wyłączą przez następnych parę kilometrów. I naprawdę, to nie była jednorazowa akcja, tu co drugi Francuz tak robił. Druga sprawa - bardzo uważnie patrzcie na znaki. Może się okazać, że jedziecie sobie główną uliczką w miasteczku i... wcale nie macie pierwszeństwa. Pierwszeństwo mają za to samochody wyjeżdżające na przykład z dróg gruntowych. W żadnym innym kraju z czymś takim się nie spotkałam.
Jeśli chodzi o tankowanie, za paliwo płaciliśmy od 6,2zł do 7zł za litr. Najdrożej było w drodze 'do' na niemieckiej autostradzie, najtaniej na obrzeżach Paryża. We Francji staraliśmy się tankować na stacja marketowych typu Carrefour, było zdecydowanie najtaniej. Z tym, że uwaga - na sporej części nie zapłacicie gotówką. A nawet jeśli jest taka możliwość to zazwyczaj w ograniczonym czasie, czyli np. od 10 do 12, a potem od 14.30 do 18.




NOCLEGI
Tak jak już wspominałam, korzystaliśmy z campingów. Oba mieliśmy super, choć bardziej podobał mi się ten w Bretanii. Ten był też tańszy oczywiście. Nie pamiętam już dokładnych cen, ale przy czterech osobach, aucie, psie i elektryczności w Paryżu płaciliśmy ok. 35zł/os/noc, a w Bretanii ok 20zł/os/noc.
W Bretanii mieliśmy na campingu kryty basen z podgrzewaną wodą w tej cenie ;) Oczywiście na każdym campingu darmowy internet - i tu znowu zaplusowała Bretania, bo internet był na całym campingu, a w Paryżu tylko przy recepcji. Oczywiście trzeba liczyć się z zamulaniem, bo osób chcących skorzystać jest wiele.
Koniecznie należy pamiętać o przejściówce do kontaktów! We Francji są inne niż w Polsce. My oczywiście zapomnieliśmy ;-)



JEDZENIE
Zakupy robiliśmy w większych marketach - Carrefour, Intermarche (ten drugi trochę tańszy). Uwaga na Carrefoury Contact, Express - ceny potrafiły zwalać z nóg. Ceny jedzenie oczywiście wyższe niż w Polsce. Konfitury po 2e, serki po 1,6e, bagietki po 0,5-1e, szynka po 2-3e.
W knajpach ceny przeróżne. Za pieczoną rybę zapłaciliśmy 18e, za pizze od 12 do 15e. W Paryżu za obiad (główne danie + napój + deser) płaciliśmy po niecałe 12e od osoby. Idąc do knajpy trzeba się liczyć z tym, że nie zjecie nic wcześniej niż o 18.30, bo większość będzie zamknięta :D Przerobiliśmy to...
Oczywiście na każdym kroku naleśnikarnie - czyli byłam w siódmym niebie:) Ceny się wahały od 2e do nawet 10e za sztukę. Średnio naleśnik z nutellą kosztował 3,5-4e. Swoją drogą jeśli chodzi o dodatki to uważajcie na 'beurres' ;-) Michał chciał zaszaleć, nie wiedział co to i dostał... Naleśnika z tłuszczem. Creme de marrons to krem z kasztanów, Michałowi smakowało, mi średnio. Zostaję jednak przy nutelli.
Typowe francuskie jedzenie? Oczywiście owoce morza w różnej postaci, których ja nie przełknę;) Croissanty, bagietki, makaroniki, naleśniki... :)





Zawsze będąc zagranicą robimy zakupy 'do Polski'. Czyli kupujemy rzeczy niedostępne u nas, na które mamy akurat ochotę:) Uwielbiam robić takie zakupy ;-)
Tym razem nie było inaczej i co nieco przyjechało z nami do Poznania.


Oczywiście już sporej części nie ma - serów pleśniowych i mojego ulubionego do kanapek; napojów i alkoholu; kremu z kasztanów, naleśników ;)
Zostały słodycze - m.in. przepyszne brownie, żałuję, że nie wzięłam więcej. Polecam! Krem ciasteczkowy i konfitura kokosowa również pycha.

KOSMETYKI
O kosmetykach napisałam już sporo, więc ostatni raz w wielkim skrócie. We Francji nie ma typowych drogerii (jak w Polsce Rossmann czy Hebe). Zakupy kosmetyczne robi się w perfumeriach (np. Sephora), aptekach (ogromny wybór kosmetyków) oraz po prostu zwykłych marketach (spotkać można w nich takie marki jak Bourjois, Maybelline i inne tego typu; plus duża ilość pielęgnacji). Ja zaliczyłam zakupy w każdym z tych miejsc, ale tym już się chwaliłam już wcześniej w innych wpisach;) Dzisiaj tylko to czego jeszcze nie pokazałam, czyli balsam do ciała i krem CC Mixy, odżywka do włosów Le Petit Marselie oraz piękny lakier do paznokci noname.


Francja jest przepięknym krajem, ma swój wyjątkowy urok i klimat. Obojętnie czy to Paryż, czy to mała mieścinka, wszędzie jest cudownie. Nie mogłam się napatrzeć na całe miasteczka/wioski ozdobione donicami z kwiatami. W Polsce takie coś by nie przeszło, zaraz byłoby zniszczone czy ukradzione... A tam spokojnie sobie stoi/wisi i wygląda świetnie. Zresztą nawet same domki są wyjątkowe i przede wszystkim bardzo zadbane. Zdecydowanie mogłabym w tym kraju mieszkać ;-) I zdecydowanie tam wrócę, na pewno jeszcze do Bretanii i Paryża, ale również chciałabym zobaczyć Prowansję. I wbrew powszechnym opiniom - Francuzi są naprawdę przyjaźnie nastawieni do obcokrajowców ;-)



Jeśli ktoś jest zainteresowany szczegółami naszej wyprawy (co zwiedzaliśmy, robiliśmy) to zapraszam do cofnięcia się parę postów wstecz, gdzie na bieżąco z Francji wszystko relacjonowałam:) Francja
Continue Reading...

czwartek, 4 lipca 2013

Alabastrowe Wybrzeże - parę migawek z francuskiej Normandii

Po tygodniu w Bretanii spakowaliśmy się i ruszyliśmy dalej, tym razem mając w planach dwa dni w Normandii - na Alabastrowym Wybrzeżu. Naczytaliśmy się o pięknych widokach i... niestety spotkało nas rozczarowanie.
Bretania jest o wiele cudowniejszym miejscem, z piaszczystymi plażami i ogromnymi klifami. Do tego urocze i klimatyczne miasteczka. Po prostu jest tam idealnie:)
Na Alabastrowym Wybrzeżu plaże są okropnie kamieniste, nawet spacer nie był tam przyjemnością. A klify jak klify;) Do tego o wiele drożej niż w Bretanii czy nawet Paryżu! Banalny przykład - McDonald, do którego udawaliśmy się zawsze w poszukiwaniu internetu;) W Paryżu hamburger 1e, Normandia - 1,8e! W malutkim miasteczku Etretat była nawet strefa płatnego parkowania przy plaży...




Jeszcze nawiązując do jedzenia, w Fecamp poszliśmy na pizzę. Wybrałam jakiś normandzki specjał i na pizzy znalazły się między innymi ziemniaki;) Za to mój brat dostał pizzę z jajkiem sadzonym. Nie powiem, były bardzo dobre i nam smakowały, choć nie wiem czy były warte aż 60zł/szt. A mój deser w postaci Tiramisu w ogóle koło Tiramisu nie stał. Robię lepsze ;-)
Swoją drogą w Bretanii i Normandii pizzerie są na każdym kroku i miejscowi się w nich lubują, za to w Paryżu ze świecą szukać.




Po dwóch dniach na północy Francji obraliśmy kierunek Polska, zahaczając jeszcze po drodze o Antwerpię (zrobiliśmy sobie wieczorny spacer po mieście), Dortmund (stadion!) i oczywiście Berlin (zakupy!:)). Po 2,5tyg wróciliśmy w poniedziałek wieczorem do Poznania, który nas przywitał ogromną ilością pracy. Dopiero dzisiaj udało złapać mi się chwilę oddechu, stąd dzisiejszy wpis na blogu.




W najbliższym czasie pojawi się jeszcze podsumowanie całego pobytu we Francji oraz berlińskie (primarkowe) zakupy;) I w końcu wracam do normalnego blogowego życia!:)
Continue Reading...

piątek, 28 czerwca 2013

Wyjazd do Paryża - podsumowanie. Co, jak i gdzie?

Z Paryża wyjechaliśmy już ponad tydzień temu, czas na podsumowanie, o które mnie proszono :) Pokochałam te miasto jeszcze bardziej i wiem, że na pewno tu jeszcze wrócę!


NOCLEG
Spaliśmy na campingu La Beau Village *** ok 20km od Paryża. Campingów w samym Paryżu chyba nie ma, wszystko jest właśnie na obrzeżach, a i tak nie jest tego za wiele.
Za noc płaciliśmy 30 euro (4 osoby, pies, auto, namiot i prąd). Mieliśmy w tym też darmowy internet.
Nie decydowaliśmy się na nocleg w samym Paryżu, bo raz – jechaliśmy autem, a tam jest bardzo ciężko z wolnymi miejscami parkingowymi, a dwa - musielibyśmy za nie płacić, co już nam się nie kalkulowało. Druga sprawa noclegi w hotelach czy nawet hostelach są piekielnie drogie, a warunki nie są wcale jakieś super;) Nawet pomimo płacenia za dojazdy wyszło nas to wszystko taniej niż spanie w samym mieście.
A sam camping jest duży, place na namioty są oddzielone od siebie, toalety czyste i zadbane, do tego darmowy internet. Jesteśmy zadowoleni:)
Aha, zaopatrzcie się w przejściówki, bo mają tutaj we Francji inne kontakty;)


KOMUNIKACJA MIEJSKA
Kolejką (RER) do samego centrum (przystanki przy Notre Dame, Wieży Eiffel, itp.) jechało się ok 30min. Stacja była ok 700m od campingu. RER jeździ bardzo często, chyba ani razu nie czekaliśmy dłużej niż 10min. Uważajcie jednak i dokładnie patrzcie na oznakowania, bo każda kolejka ma swoje imię (Sara, Lara, etc) i każda ma stację końcową w innym miejscu. Metro jest lepiej oznaczone;)
W weekendy można kupić bilet dla osób poniżej 26 roku życia i kosztuje on (na strefy 1-5) 7,85e / dzień. W dni robocze kupowaliśmy karnety po 10 biletów za 38,8e (na RER, metro, busy). Na jednym bilecie można się przesiadać, więc w zasadzie dojedziecie w każde miejsce w Paryżu;) Dziennie zużywaliśmy po dwa bilety na osobę, więc niedużo. Takie same karnety można kupić również na same metro, wtedy kosztują bodajże ok. 13e za 10 biletów.
W samym Paryżu można poruszać się już ze spokojem pieszo, odległości między zabytkami i miejscami wartymi zobaczenia nie są wielkie.
Strona paryskiej komunikacji: http://www.ratp.fr (również po angielsku). Znajdziecie tam m.in. mapki metro i aplikacje na telefon.


ZWIEDZANIE
Jeśli chodzi o zwiedzanie... Polecam koniecznie wybrać się przed ukończenie 26 roku życia;) My właśnie tak zrobiliśmy, Michałowi zostało parę dni do urodzin podczas pobytu w Paryżu. Dzięki temu w zasadzie wszędzie mieliśmy darmowy wstęp, jedynie za wjazd na Wieżę Eiffela trzeba było zapłacić (8,5e na II p, na ostatnie bodajże 14e). Normalnie prawie wszędzie wstęp kosztuje ok 10e. Niestety w większości miejsc nie ma żadnej informacji, że osoby poniżej 26 lat mają darmowe wejście, więc trzeba chodzić do punktów informacji i pytać. W niektórych miejscach wystarczy pokazać dowód/paszport, w niektórych trzeba wziąć z kasy specjalny bilet.
Dla osób powyżej 26 roku życia są specjalne karty, ale niestety nie znam szczegółów, bo mnie nie interesowały. Choć podobno jakoś specjalnie nie opłaca się ich kupować. Polecam też: http://www.fly4free.pl/paryz-zwiedzanie-za-darmo-muzea-darmowy-wstep/


Co warto moim zdaniem zwiedzić? Są oczywiście punkty nie do ominięcia typu Wieża Eiffela czy Łuk Triumfalny, ale niektóre miejsca można moim zdaniem sobie darować – np. Centrum Pompidou czy Cmentarz Montparnasse. Oczywiście wszystko zależy od Waszych upodobań.
My podczas tego pobytu nie byliśmy w dzielnicy Montmarte i łacińskiej, zostawiliśmy to sobie na kolejny wypad;) Całą resztę udało nam się zwiedzić, choć Luwr trochę 'po łebkach'. Tam również koniecznie wrócimy i poświęcimy na te muzeum cały dzień.
Przede wszystkim wspaniałe jest samo spacerowanie po Paryżu, który jest piękny i zdecydowanie ma swój wyjątkowy urok i klimat:)


Jeśli chodzi o przewodniki, BARDZO polecam 'Spacerem po Paryżu' National Geographic. Są opisane dokładne trasy po wszystkich najważniejszych częściach tego miasta, w nich zawarte wszystko co warte odwiedzenia. Do tego informacje o rozrywce, targach czy zakupach w Paryżu. Moim zdaniem przewodnik jest wart kupienia, używaliśmy go non stop.

JEDZENIE
Knajp i kawiarni jest mnóstwo na każdym kroku, czy to na głównych, czy to na bocznych uliczkach. Ceny są przeróżne, możecie dostać piwo za 3e/0,5l, jak i za 6,5e/0,33l ;) Obiad spokojnie można zjeść w granicach 12e/os, jest to najczęściej 'menu dnia'. My za 11,3e dostaliśmy danie główne, deser i napój – byliśmy w restauracji Monte Carlo, o której już wspominałam i polecam raz jeszcze (300m od Łuku Triumfalnego).
Nie można też nie spróbować les crepes, czyli przepysznych naleśników, sprzedawanych na każdym kroku. Ceny są różne - od 2e wzwyż (w knajpach oczywiście najdrożej). Ja uwielbiam z nutellą, Michał spróbował z crem de marrons, czyli kremem z kasztanów i też mu smakowało. Beurre to czyste masło, nie zdziwcie się;)
Oczywiście równie sporo jest cukierni i piekarni, ceny przeróżne. W samym centrum potrafią również być markety typu Carrefour czy Leader Price. Na śniadanie do bagietki polecam serek Boursin, pyyycha! Bardzo żałuję, że nie ma go w Polsce.
Bagietka to koszt ok 0,5-1e, serek 1,5e, pomidory 1,5-2e/kg, serki pleśniowe ok 2e. Woda ok 0,5e, Coca-Cola ok 1,4e (ceny z marketów).



ZAKUPY
Blog urodowy, więc nie mogę nie wspomnieć o zakupach:)) Tak jak już pisałam wcześniej, we Francji nie ma typowych drogerii, jak u nas Rossmann czy Natura. Kosmetyki można kupić w aptekach (których jest mnóstwo na każdym kroku), w marketach (Carrefoure, Intermarche, itp.) oraz w Sephorach/Marrionaud.
Znajdziecie też oczywiście salony MACa, Kiko i LUSHa. Z tym, że ten ostatni jest bardzo drogi w porównaniu do UK, dlatego ja zakupy tam sobie odpuściłam.
W aptekach jest mnóstwo promocji, niektóre są bardzo opłacalne, są oczywiście marki dostępne w Polsce jak Bioderma czy Avene, ale i mnóstwo innych, których w naszym kraju się nie uświadczy.
Sephory są ogromne (przynajmniej te 3, w których ja byłam), szczególnie polecam tę na Polach Elizejskich. Markę Bourjois za to mają tylko w centrum handlowych Les Halles, w pozostałych dwóch nie było i odsyłali mnie właśnie tam. Są tutaj oczywiście marki, których w Polsce nie ma, czyli np. NARS (róż kupiłam za 30e) i parę innych. W Sephorze również znalazłam MACa, którego ceny są niższe niż w Niemczech (do Polski nie mam porównania) o parę euro.
W marketach również jest bardzo duży wybór kosmetyków, znowu w większości takich, których w naszym kraju nie znajdziemy. Wszędzie można dostać oczopląsu;)) Cenowo jest przeróżnie, są i tańsze, i droższe marki.
Moje zakupy można obejrzeć w poprzednich postach, na bieżąco wszystko wrzucałam:) I zapewne jeszcze coś się pojawi.



Sklepów z pamiątkami w Paryżu jest ogromna ilość, nie warto robić zakupów w pierwszym napotkanym, bo gdzie indziej zapewne znajdzie się taniej. Mój brat kupił sobie szalik PSG za 15e (przy Pompidou), a pierwszego dnia pobytu we wszystkich sklepach był za 25e, czyli 10e różnicy (ok 44zł) – sporo. To samo breloczki Wieży Eiffela, najtaniej było pod samą wieżą (10szt za 3e) i pod Notre Dame (10szt za 2e). Za moją różową wieżę zapłaciłam 2,5e, a w innych miejscach była po 5-6e...


INNE
Pogoda była bardzo zmienna, rano potrafiła być ogromna burza, a potem upał 40st... Także trzeba być przygotowanym na wszelkie okoliczności;)

Jak wyjazd autem to i oczywiście tankowanie;) Więcej na ten temat rozpiszę się w poście podsumowującym cały wyjazd do Francji, teraz napiszę tylko tyle, że tutaj na obrzeżach Paryża jest najtańsze paliwo, tańsze niż w Belgii czy Niemczech. Wychodzi ok 6,25zł/l za 95.
O samym dojeździe do Francji autem też kolejnym razem;)


To chyba by było na tyle... Jeśli macie jeszcze jakieś pytania to piszcie śmiało, odpowiedzi na nie zawrę w kolejnym 'podsumowującym' wpisie.
Continue Reading...

środa, 26 czerwca 2013

Bretońskie obeliska i francuskie ZAKUPY! :))


W poniedziałek wybraliśmy się do miasteczka Carnac, które zasłynęło przede wszystkim z... obelisk, które nasi przodkowie wiele tysięcy lat temu umieścili na polanie i tak sobie stoją do dziś. Do dziś też nie wiadomo z jakiego powodu one tam stoją, niektórzy tylko próbują się domyślać, że chodziło o jakieś rytuały religijne.
W każdym razie wsiedliśmy w auto i obraliśmy kierunek południe, po godzinie jazdy byliśmy na miejscu. I szczerze się zdziwiliśmy;) Wszyscy myśleliśmy, że obeliska są duże, coś w stylu Stonehage, a okazało się, że kamienie w większości nie są wyższe niż jakiś metr. Zaledwie kilkanaście było wyższych od człowieka. Co nie zmienia faktu, że robią wrażenie imponujące, jest ich mnóstwo, poustawianych w równych rządkach. Ciekawe co to wszystko miało na celu.
Sam Carnac jest maleńki i w zasadzie oprócz obelisk to jest jeszcze tutaj tylko muzeum prehistorii (nie wchodziliśmy) i plaże. My akurat trafiliśmy na odpływ;)
 




W drodze powrotnej na camping zajechaliśmy do Lorient zobaczyć stadion i zrobić zakupy. Lorient w czasie II wojny światowej zostało porządnie zbombardowane i zniszczone zostało ok 90% miasta, także nie ma tu zbyt wiele do oglądania.
Na zakupy skoczyliśmy do Carrefoura, kupiliśmy produkty na grilla i inną spożywkę. Trafiłam również na genialną promocję i dokupiłam sobie moje ulubione tutejsze żele pod prysznic na zapas. Jedną sztukę kupiłam już w Paryżu, zachęcił mnie do tego Michał, bo żel pachnie tak intensywnie i realistycznie, że nie można go nie kupić;) Z racji dobrej ceny dokupiłam jeszcze kolejne dla siebie i wzięłam też dla mamy i babci;) Jeśli będziecie we Francji, koniecznie się nimi zainteresujcie! Do tego w aptece dorwałam krem Uriage niedostępny w Polsce, a do niego gratis żel myjący do twarzy:)
Z wcześniejszych niepokazywanych zakupów to jeszcze maseczka do twarzy Le Petit Olivier:) Jeszcze mam w planach tylko dwa kosmetyki i będę w pełni usatysfakcjonowana.


To tyle, my lecimy na les crepes (naleśniki) nad oceanem do miasteczka obok:)


Continue Reading...